Życie bez telewizji. Pewnego dnia doszedłem do wniosku, że prosystemowa propaganda wywołuje u mnie alergię. Wciskanie ciemnoty i kocopały zagrażały mojemu zdrowiu. Wstałem z kanapy, wymówiłem umowę CYFRZE + i zbudowałem nowy dom. W nowym domu nie ma telewizji.
www.2000znakow.blox.pl
piątek, 30 września 2011
ALBINIONI I DREZNO

CZARNO-BIAŁO

II wojna światowa przyniosła Europie totalną katastrofę humanitarną. Większość tragedii i okropności zostały przetrawione po wielokroć przez sztukę, literaturę i historię. Ale im dalej w czas, tym bardziej komiksowy staje się obraz wojny. Wiadomo, że bestialscy hitlerowcy to czarne charaktery. Alianci, to świetliści rycerze, którzy przynieśli Europie wolność i demokrację. Zwłaszcza Armia Czerwona.

NIESPODZIEWANKA

Ale destrukcja jaką przyniosła Europie wojna odbija się czkawka w najmniej spodziewanym momencie i chwieje postrzaganiem moralnym dobra i zła.

Ostatnio słuchałem Adagia g-moll Tomasa Albinioniego.

Problem tylko, że Albinioni nie napisał żadnego Adagia. Napisał sonatę lub koncert. Ale niestety

rękopis jego dzieła trafił do biblioteki w Dreźnie.

Do tej samej biblioteki 13 i 14 lutego 1945 trafiły alianckie bomby podczas najgęstszego ludobójstwa w dziejach świata.

DYWANÓWKA

Nalot dywanowy na Drezno tymczasem był największą jednorazową rzeźnią ludności cywilnej w historii świata. Szacunki ofiar śmiertelnych są różne. Rozrzut jest duży. Podaje się od 22700 do 50 000 ofiar.

Kurt Vonegut w swojej „Rzeźni nr 5” utrzymuje, że zginęło 130 000 ludzi. Władze Drezna podają liczbę zabitych drezdeńczyków. A przecież w mieście koczowały setki przyjezdnych.

Nie mniej wstrząsający opis tej katastrofy zostawił Mackiewicz w „Sprawie pułkownika Miasojedowa”.

BEZ ZNACZENIA

Żydzi chętnie i często przypominają nam o holokauście, zagładzie, obozach śmierci etc. I dobrze. Szkoda, że zbrojne zbrodnie Amerykanów są tak słabo pamiętane. Bo nijak inaczej jak bezmyślna zbrodnią tego nazwać nie można.

Drezno było miastem bez znaczenia strategicznego. Było oddalone od frontów i mało uprzemysłowione w porównaniu z innymi regionami. Ściągneli tam cywile, którzy szukali bezpiecznej przystani, żeby przeczekać upadek Hitlera. Od nieudanego kontuderzenia w Ardenach wiadomo było, że hitlerowskie Niemcy nie są w stanie wygrać wojny. Więc koniec wojny był kwestią czasu.  

PIEKŁO

Do bombardowania użyto głównie bomb zapalających. Pożary wywoływane przez fosfor sprawiały, że na ulicach temperatura osiągała kilka tysięcy stopni.  Topił się asfalt i beton. Ofiary zlepiały się jak gutaperka. Doznawało się oparzeń płuc na skutek oddychania. 70% ofiar udusiło się.

Drugiego dnia nalotów alianccy nawigatorzy zamiast koordynatów celów otrzymali polecenie walić w czarne plamy, czyli w to co się jeszcze nie pali.

I spalili prawie 40 km kwadratowych miasta.

STOSY

Po bombardowaniu okazało się, że takiej ilości zabitych nie ma możliwości pochować. Zbyt szybko się rozkładały i groziły epidemią. Dlatego wiekszość ludzkiego truchła zwieziono na stosy na placach i podpalono.

ZWIERZĘTA

Najbardziej dramatyczne obrazy podobno rozegrały się w ZOO. Ranne zwierzęta zupełnie nie rozumiały co się dzieje. Drapieżniki, które pouciekały z klatek trzeba było zabić. Żyrafy z urwanymi nogami i ranne lwy biegały po ulicach.

BARBARZYŃCY

Kiedy staram sobie wyobrazić esesman, który grabi zbiory sztuki, wywozi srebrne łyżeczki z magnackich pałaców i rabuje bursztynową komnatę, to widzę eleganckiego gangstera, który przygotował misterny plan napadu. Kiedy wyobrażam sobie brytyjskiego lotnika nad Dreznem to widzę troglodytę w pilotce, który poprawia sztukaterię siekierą. .

Nie chce usprawiedliwiać esesmana, ale w tym kontekście trudno zaprzeczyć jego kulturowej wyższości.

DDR

Byłem w Dreźnie kilka razy. Miasto nigdy nie pozbierało się ze zgliszcz. Podobnie jak Warszawa stało się czyms zupełnie innym. Odbudowano kilka muzeów, operę, ale miasto się rozpaćkało. Honecker zabudował je blokami, tak jak Gomułka Warszawę.   

ZGLISZCZA

Ziomal Albinioniego z Wenecji, Vivaldi miał więcej szczęścia. Jego utwory są znane na całym świecie. Miał nie tylko talent, ale i nosa, żeby nie przekazywać partytur do niewłaściwych bibiotek.

Po kompletnie zdewastowanym mieście błąkał się włoski muzykolog Remo Giazotti i z ruin drezdeńskiej biblioteki wygrzebał nadpaloną partyturę. Rozpoznał pismo Albinioniego. Ale udało mu się odczytać tylko partię basu. Całą resztę muzykolog dopisał sam. Tylko dlatego mamy to Adagio.

12:44, bez_anteny , ZAKRĘTY
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20