Życie bez telewizji. Pewnego dnia doszedłem do wniosku, że prosystemowa propaganda wywołuje u mnie alergię. Wciskanie ciemnoty i kocopały zagrażały mojemu zdrowiu. Wstałem z kanapy, wymówiłem umowę CYFRZE + i zbudowałem nowy dom. W nowym domu nie ma telewizji.
www.2000znakow.blox.pl
czwartek, 18 grudnia 2014
KONIEC WIGILII

Mam nieodparte wrażenie, że polska tradycja kulinarna zginie za kilka lat.

Dlaczego? Ponieważ polskie kobiety nie gotują. Nie chodzi tu o schabowe z kapustą i ziemniorami. Nie chodzi o codziene jedzenie, ale o potrawy świąteczne.

Świąteczne jedzenie jest bardzo pracochłonne, a coraz częściej kobietom nie chce sie lepić pierogów, kręcić kutii i robić pasztetów. Coraz częściej wigilijne potrawy zamawiane są w formie kateringu. Tylko, że... sekret potraw wigilijnych tkwi w ich praco i czasochłonności. Specyficzny smak piernika uzyskuje się po kilku tygodniach dojrzewania surowego ciasta. Barszcz musi mieć czas, żeby się zakwasić. Pierogi musi lepić cała gromada kobiet. Pasztet to kilka ładnych godzin pracy. Nadziewane mięsa to kolejne godziny. Chleby i ciasta muszą mieć czas by wyrosnąć. Ryby trzeba starannie pozbawić ości. Galarety muszą mieć czas na stężenie. Śledzie muszą mieć czas, żeby się porzegryźć. Zwłaszcza z korzeniami lub sosami śmietanowymi.

Wysokiej jakości składniki i bardzo staranne, żmudne przygotowania to sekret polskiej wigilii. Do tego dochodzi wspomnienie zapachu sprawcowanych niewiast w kuchni wymieszany z aromatem choinki, pomarańczy i przygotowywanych potraw. 

Jedzenie z kateringu wytwarzane jest przemysłowo. Każdy producent dąży do zminimalizowania kosztów. A więc skrócenia czasu i obniżenia jakości składników. Jedzenie robione przemysłowo zawsze będzie gorsze.

Nie mówiąc już o tym, że kiedyś rodziny były wielopokoleniowe, a prace kuchenne wykonywało kilka kobiet wspólnie. Młode uczyły się od starszych kuchennych patentów i właściwej interpretacji przepisów. 

Dziś w zatomizowanych rodzinach cały ciężar przygotowań spada na jedną dziewczynę. Czasami wspiera ją mąż lub dzieci. Ale wiadomo, że praca w kuchni z dziećmi to bardziej forma rodzinnej integracji niż usprawnienie procesu.

Jeśli dodatkowo wzorcem do naśladowania dla polskich kobiet jest Doda, która na pytanie o świąteczny barszcz odpowiada: "chuj, z torebki jebnę", albo feministki nasrają do łbów Polkom, że siedzenie w kuchni je upokarza w patriarchalnym społeczenstwie, to mamy całkowity zanik sztuki kulinarnej. Bo nie można uprawiać żadnej sztuki jeśli nie ćwiczy się warsztatu.

 

Tymczasem zasadniczo polska wigilia jest niesmaczna dla obcokrajowców. My jesteśmy przyzwyczajeni do tych smaków i akceptujemy je przez wzgląd na tradycję, wyjątkowość dnia etc. Ale obcokrajowcy, którzy wżenili się w naszą tradycję uważają polską wigilię za kulinarną torturę. Zważywszy na postępującą ateizację istnieje niebezpieczeństwo, że tradycja kolaccji wigilijnej w ogóle zaniknie. W końcu w kulturze anglosaskiej lub proitestanckiej Wigilia w zasadzie nie istnieje. 

 

W moim domu od zawsze staraliśmy się przygotowywać święta tradycyjnie. Szukaliśmy nawet starych przepisów i z zacięciem rekonstruktorów odtwarzaliśmy smaki, których w naszych rodzinnych domach nie było. Zaowocowało to powstaniem naszej wersji kutii i naszej domowej wersji rożków z makiem. Nie porzucę tej tradycji, ponieważ wiem, że jest dla moich chłopców źródłem duchowej siły i tożsamości.

 

A przecież każda potrawa na świątecznym stole i każdy element dekoracji to nie tylko smak czy kolor, ale i symbol.

Opłatek na sianku to Jezus w żłóbku.

Wiecznie zielona choinka to symbol wiecznego życia w Bogu.

Prezenty to namiastka wielkiego daru jaki dostaliśmy w postaci Jezusa.


Mnie ten problem osobiście już chyba nie dotknie, ale myślę, że za kilka lat, kiedy młodzi Polacy będą masowo wiązali się z dziewczynami zza wschodniej granicy nasza tradycja wigilijna będzie wypierana lub będzie sie przenikać z tracycją ukraińską, białoruską, ruską czy rosyjską. 

13:49, bez_anteny , OJCOWIZNA
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8