Życie bez telewizji. Pewnego dnia doszedłem do wniosku, że prosystemowa propaganda wywołuje u mnie alergię. Wciskanie ciemnoty i kocopały zagrażały mojemu zdrowiu. Wstałem z kanapy, wymówiłem umowę CYFRZE + i zbudowałem nowy dom. W nowym domu nie ma telewizji.
www.2000znakow.blox.pl
sobota, 29 grudnia 2012
ZŁAMANIE SERCA

Dziś mija 4 miesiąc od śmierci Agnieszki.

Jest trochę lepiej, bo poszedłem do psychiatry i dostałem proszki. Ból fizyczny zmalał, a nawet ustał. Klatka piersiowa już nie pali tak jak przy zawale (chociaż jeszcze go nie miałem).

Myślę, że w ten sposób ludzie rozumieją "złamanie serca".

Cieszę się, że Agnieszka leży blisko. Mogę bez problemu odwiedzać ją kiedy tylko mam ochotę. Znaczy jej grób. Obok cmentarza jest supermarket, więc mogę połączyć wizytę na cmentarzu z zakupami. To fajne, ponieważ daje to taką zwykłość i codzienność. Wizyta na cmentarzu nie jest od wielkiego dzwonu, ale jest jak odwiedziny u dziadków. Kiedy przejeżdżamy obok cmentarnego muru samochodem chłopcy machają do mamy. 

Muszę przyznać, że na cmentarzu łapię ten spokój, który w moim życiu jest tak starannie dewastowany przez krewnych i znajomych. 

Teraz jest zimno. Zapalenie nawet jednego znicza na mrozie jest trudne.

Święta minęły ciężko. Głównie na skutek infekowania mojej rodziny, a zwłaszcza mnie, smutkiem przez dalszych i bliższych krewnych. Intencje niby mają dobre. Chcą jakoś dać do zrozumienia, że im też jest smutno z powodu Agnieszki, ale efekt jest beznadziejny. Nic mnie tak nie wkurza jak słowa "jej już jest lepiej", albo "ona jest tam, gdzie jest szczęśliwa". Skąd ta idiotyczna pewność, że jest jakiekolwiek "tam".

Myślę, że moje życie jest już nie do uratowania. Ale chciałbym, żeby mimo katastrofy jaka nas spotkała moi chłopcy umieli założyć normalne rodziny i znaleźć swoje szczęście. Postawiłem sobie taki cel, żeby wychować ich bez kalectwa emocjonalnego. Ale czy mi się to uda? Jestem po raz pierwszy w życiu wdowcem samotnie wychowującym synów.

Dostałem od Mikołaja "Smutek" C.S. Lewisa (tego od "Opowieści z Narnii"). To książka napisana po stracie żony. Mam wrażenie, że jestem w identycznej sytuacji. Całe życie czekałem na kobietę, która dorównywałaby mi intelektualnie, a kiedy w końcu ją znalazłem, to miałem ją w swoim życiu raptem 16 lat.

Lewis też utracił wiarę w momencie żałoby. A przecież był apologetą chrześcijaństwa.

Ja czuję, że moja wiara skamieniała. Ale nie tylko wiara. Całe moje życie jest jakby zamarznięte. Jak przymrożona kontuzja u sportowca. Nie boli, bo nic się nie czuje. Odwalam rytuały takie jak chodzenie do kościoła i codzienna modlitwa, ale nie czuję żadnej głębi w tych czynnościach. Żadnego wewnętrznego sensu.

We wstępie napisanym przez Douglasa Greshama (syna zmarłej żony pisarza Helen Joy Gresham) napisał o swojej matce: " Matka została wychowana na ateistkę, później stała się komunistką. Jej wrodzona inteligencja nie pozwoliła  na długo dać się oszukać tej płytkiej filozofii i (...) zaczęła poszukiwać czegoś z mniejszą pretensją, a bardziej prawdziwego."

To mnie trochę podbudowało. Zawsze kiedy mówię, że kiedy po okresie młodzieńczych poszukiwań chrześcijaństwo wydało mi się najbardziej logiczne i prawdziwe, ludzie patrzą na mnie jak na idiotę, który wierzy w księgę baśni zwaną "Biblią".

Może to jednak jest na odwrót. Może chrześcijaństwo nie jest religią ciemnogrodu, ale wręcz przeciwnie. To ateiści są zwyczajnie ludźmi o bardzo małym potencjale intelektualnym. Bo nie sposób poddawać w wątpliwość inteligencji takich gości jak J.R.R. Tolkien, Alfred Einstein czy C. S. Lewis.

Ciekawe spostrzeżenie w momencie, kiedy moja wiara jest krucha jak skuta lodem bańka mydlana.

Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie mam już szans na Złote Gody. Nie w tym życiu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25